LEX a Wolters Kluwer business
System Informacji Prawnej LEXProgramy narzędzioweKomentarze LEXWydawnictwoKontakt
LEX OMEGALEX SIGMALEX GAMMAPRAWO EUROPEJSKIEKOMENTARZEINFORMATOR PRAWNO-GOSPODARCZYPOZOSTAŁE PROGRAMY LEX
KANCELARIA NOTARIALNA KANCELARIA PRAWNA
ABC a Wolters Kluwer businessOficyna a Wolters Kluwer business

Szwed na dwa tygodnie do aresztu. Polak na trzy miesiące

12 marzec, 2010, Autor: Krzysztof Sobczak

Niedługo do Polski ma trafić Szwed, który miał zlecić kradzież słynnego napisu nad bramą do obozu w Auschwitz . Zatrzymały go szwedzkie organa ścigania na podstawie otrzymanego z Polski europejskiego nakazu aresztowania. Gdy zostanie przekazany do Polski zajmie się nim nasza prokuratura, która będzie wyjaśniała udział Szweda w tej kradzieży.
Jak poinformowała prowadząca sprawę prokurator z Krakowa, podejrzany zostanie tymczasowo aresztowany na 14 dni. I to właśnie jest ciekawe, bo Polak w takiej sytuacji kierowany jest do tymczasowego aresztu zwykle na trzy miesiące, a potem prokuratura bardzo często występuje jeszcze o przedłużenie tego środka zabezpieczającego.

Jaka jest przyczyna tak nietypowo krótkiego aresztu? Postępowanie idzie tak szybko, że dwa tygodnie wystarczą na przeprowadzenie niezbędnych czynności śledczych? A może to dlatego, że w ręce prokuratury trafi Szwed, o którego prawa upomni się jego państwo? Może w Szwecji nie trzyma się ludzi miesiącami i latami w areszcie i właśnie taki warunek to państwo postawiło, wydając Polsce swojego obywatela.

Rozmowa z bratem

10 marzec, 2010, Autor: Bartosz Grohman

Mój brat od 1995 roku na stałe przebywa w USA. Zrobił tam doktorat, jest wybitnie uzdolnionym i cenionym inzynierem. Od kilku lat usilnie go namawiam, aby wrócił do Polski. Używam róznych argumentów - od rodzinnych, poprzez patriotyczne aż do kulturalnych i zdroworozsądkowych.  Gram mu na emocjach mówiąć o łączeniu rodziny itd. Prowadzimy liczne i długie rozmowy i ja zawsze staram się tak naświetlać polską rzeczywistość, aby brata ostatecznie namówić na powrót. Ostatnio jednak mieliśmy rozmowę na tematy związane z wymiarem sprawiedliwości. Brat zadał kilka pytań. I tu pojawił się gigantyczny problem. Brat zadaje proste pytania, pyta o sprawność sądów, możliwość dochodzenia roszczeń i związane z tym koszty, prawa stron i czas oczekiwania na wyrok. Zapytał też o kwestie związane z egzekucją.  Ja ochoczo referuję stan prawny i rzeczywisty. Po chwili brat stwierdza, że ja sobie chyba żartuję.  Niestety, nie żartowałem. Wpis do księgi wieczystej trwa w Warszawie ok. 6 miesięcy, na pierwszy (sic!), na termin rozprawy w sądzie gospodarczym czeka sie rok (małe są szanse na to, aby sąd znał sprawę na tyle dobrze aby szybko wydać wyrok), za każdym razem, gdy wnosie się sprawę do sadu należy wnieść opłatę sądową - wpis w wysokości 5%. I tak sobie rozmawialiśmy, po czym brat zapytał, jak my tu sobie radzimy z taką rzeczywistością?  W Stanach Zjednioczonych sądy są szybkie, sprawne, dostępne i gwarantują, że wszelkie nadużycia szybko zostaną osądzone. Jakoś tam od 200 lat ich stystem sie sprawdza. Sam zresztą widziałem jak tam obraduje sąd. Sędzia pracuje od 9.00 do 19.00 (w dniach, kiedy ma wokandy z przerwą obiadową), a sprawny aparat zapewnia mu niezakłóconą pracę. Sam widziałem, jak wezwany świadek się nie stawił na rozprawę, po czym asystent sędziego zadzwonił z sali rozpraw do świadka i uprzejmie zapytał kiedy sie stawi. Tamtem sie wymigiwał, po czym opadło pytanie, czy mają po niego posłać radiowóz, czy jednak sam przyjdzie? Po pół godzinie zdyszany świadek wpada i sprawa się toczy. A u nas? Pisma polecone, zawiadomienie itd, itp. Cenny czas płynie, koszty rosną. Nasza rozmowa zeszła na inne sprawy. Jakoś nie potrafiłem przekonać brata.  I faktycznie. Narzekamy na liczne dziury w drogach, ot-przykład na czasie. Nikomu nawet przez głowe nie przejdzie aby dochodzić odszkodowania do zarządu dróg (pomijam sytuacje ekstremalne). Każdego zniechęca trud procesu, jego długotrwałośc i koszty. Winiwajcy są bezkarni. I jak tu ma być dobrze? W Polsce warto być dłuznikiem i dopóki to się nie zmieni, mój brat raczej nie wróci…

Prokuratura wyklucza niepełnosprawną

09 marzec, 2010, Autor: Krzysztof Sobczak

Mamy właśnie w Polsce Rok Przeciwdziałania Wykluczeniu Społecznemu. Odbędzie się z tej okazji wiele konferencji i sympozjów, powstanie szereg referatów, a może nawet książek. Większość tych rzeczy wydarzy się w gronie fachowców, ludzi którzy jako teoretycy albo praktycy zajmują się walką z tym zjawiskiem.
Czy coś z tego przeniknie do szerszej świadomości społecznej, coś wszyscy z tego zrozumiemy? Np. to, że problem dotyczy nie tylko marginesu społecznego, czy ludzi, którzy sami sobie jakoś na to zapracowali. Że wykluczona społecznie może być świetnie wykształcona prawniczka, która tuż przed mianowaniem na prokuratora uległa wypadkowi i teraz porusza się na wózku. Ona chce pracować, lekarze mówią, że mogłaby, a prokuratura mnoży przeszkody, by tylko do tego nie dopuścić. Jako społeczeństwo moglibyśmy z tej pani mieć pożytek, a tak będziemy jej przez długie lata płacić rentę.

Podobnie, czy nie jest wykluczeniem odmowa przyjęcia do Straży Granicznej osoby będącej nosicielem wirusa zapalenia wątroby. Tysiące ludzi z takim wirusem pracują, nawet lekarze i pielęgniarki mogą z nim wykonywać swoje obowiązki. Ale MSWiA ma przepis, że jak ktoś ma wirusa, to do służby nie nadaje się.

Ta sprawa jeszcze czeka na sądowe rozstrzygnięcie, ale policjant - nosiciel HIV już wygrał ze swoim pracodawcą (też MSWiA). Prawda, że musiał dotrzeć z tym aż do Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że zwolnienie go z tego powodu ze służby jest dyskryminacją. Dodajmy - taka dyskryminacja to także pierwszy krok do wykluczenia społecznego.

Za każdą z tych spraw stoją konkretne przepisy, na które powołują się przed sądami wymienione wyżej instytucje. Jak wiele jest jeszcze takich przepisów w naszym prawie? Ile jest jeszcze instytucji nie rozumiejących tego problemu, patrzących tylko na swoje suche przepisy i procedury. Czasem, jak choćby w tych przypadkach, dość aspołeczne.

Lekarze: niepełnosprawny może pracować w prokuraturze

Po co ministrowi komisja kodyfikacyjna?

04 marzec, 2010, Autor: Krzysztof Sobczak

Historia lubi się powtarzać. Mniej więcej cztery lata temu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro rozgonił działającą wtedy Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego. Konkretnie to odwołał jej przewodniczącego prof. Stanisława Waltosia, a cała komisja podała się na znak protestu do dymisji. Bo prof. Waltosia szanowali, a nowego ministra chyba trochę mniej.
A poszło o krytykę podejmowanych w ministerstwie inicjatyw legislacyjnych. Komisja pracowała już od jakiegoś czasu i miała przygotowane różne projekty, ale Zbigniew Ziobro przyszedł ze swoimi koncepcjami. Ignorował komisję, za to utworzył w ministerstwie coś tak koło 40 zespołów, które miały przygotowywać różne projekty. A najbardziej te zaostrzające prawo karne, bo to była tamtej ekipy metoda na walkę z przestępczością. Jeden z pierwszych takich projektów Komisja Kodyfikacyjna skrytykowała, więc dość szybko przestała istnieć.
Jaka to historia ma się powtórzyć? A no teraz też jest Komisja Kodyfikacyjna i to nie odziedziczona po poprzednikach, ale powołana przez obecnego ministra. I ten minister bez pytania komisji o opinię ogłasza całkiem pokaźny pakiet zmian w Kodeksie karnym. Zapomniał spytać, czy może wie, że podnoszenie i usztywnianie wysokości kar nie znalazłoby w tym gronie uznania? Podobnie jak wyrywkowe zmiany zamiast kompleksowej reformy, jeśli taka jest potrzebna. Wiele wskazuje też, że członkowie tej komisji nie są specjalnymi zwolennikami “poprawiania” prawa pod wpływem emocji wywołanych jakimś, nawet tragicznym wydarzeniem, albo medialną wrzawą.